Kto się spodziewał, ręka w górę… Stopy procentowe wystrzeliły i to mimo ubiegłorocznych, z serca szczerych zapewnień prezesa Rady Polityki Pieniężnej (organu NBP), że to się naprawdę nie zdarzy. Ilu jest takich, którzy mu szczerze zaufali? Zapewne wielu i trudno im teraz oswoić się z myślą, że tanie kredyty to już przeszłość, a w sumie to jeszcze zbyt mało powiedziane: to czas wyjątkowo drogich kredytów.

Stopy procentowe – o co z nimi chodzi?

Wszystko ma swoją cenę i także pieniądze, a właściwie to, za ile są pożyczane to określony koszt. Stopy procentowe, mówiąc zupełnie prosto to nic innego, czyli cena pieniądza, którą trzeba ponieść, jeśli chcemy go pożyczyć. Teoretycznie, zupełnie nieważne, czy to my chcemy pożyczyć pieniądze od banku, czy bank od nas (w postaci depozytu), czy też banki, które pożyczają sobie pieniądze pomiędzy sobą. Najważniejszą rolą stóp procentowych jest utrzymanie stabilności lokalnej waluty, a więc regulacje są konieczne, gdy mamy do czynienia z nadmierną inflacją, czyli spadkiem wartości pieniądza, ale też deflacją, czyli jego zbyt wysoką wartością. Jedyne rozwiązanie, aby powstrzymać te zjawiska to regulacja stóp. Czy wzrost stóp procentowych to problem?

narodowy bank polski - budynek zdjęcie

Zdjęcie od Narodowy Bank Polski

Nie ma nic dziwnego w tym, że stopy procentowe wzrastają, bo inflacja przekracza już 10% i może to być jedyny sposób na to, by ją powstrzymać. Stopy procentowe na poziomie 4- 5 % nie są żadnym nadzwyczajnym zjawiskiem, w takim kraju, jak Polska i nie należy się specjalnie dziwić, że wzrosły.

Tak naprawdę dziwne jest to, że wzrosły dopiero teraz i że aż tak, w normalnym kraju to nic zaskakującego, tylko u nas chodziło troszkę o co innego: to rząd zabiegał o jak najniższe stopy procentowe, bo to pozwalała na sprawną, a przede wszystkim tanią obsługę zadłużenia Polski. Teraz będzie zwyczajnie drogo.

Tylko sytuacja zrobiła się podbramkowa, bo wojna za wschodnią granicą, która wybuchła, zanim udało się „zasypać” dziurę po pandemii, sprawiła, że podniesienie stóp wydawało się jednym sposobem na wyciszenie inflacji. Zwłaszcza że, mamy do czynienia z sytuacją, w której rząd dokłada obywatelom pieniędzy, po to, by je wydawali, a to wprawdzie nakręca gospodarkę, ale też inflację, a Rada Polityki Pieniężnej jakby dopiero teraz się połapała, że musi ją ugasić za wszelką cenę.

Sprawdź też: Rok 2022 i Polski Lad – jak się obronić przed inflacją, podatkami?

Konsekwencje podwyżki stóp procentowych dla Kowalskiego i Nowaka

Właśnie, ta „walka” pomiędzy dwoma zupełnie odmiennymi podejściami rządu i ekonomistów, najbardziej odbija się na zwykłych ludziach, szczególnie tych, którzy dali się „wkręcić” w kredyty hipoteczne. Tylko tak naprawdę, ludzie byli w sytuacji bez wyjścia; ceny nieruchomości nie pozwalały na to, aby można było sobie kupić mieszkanie „za swoje”. Dlatego teraz radykalnie wzrosną raty i spadnie zdolność kredytowa.

Kredytobiorcy hipoteczni to nie jedyne osoby, dla których zaczęły się kłopoty. W równie kiepskiej sytuacji jest każdy, kto musi pożyczać pieniądze. Liczmy się z tym, że wzrośnie oprocentowanie kart kredytowych, kredytów konsumpcyjnych, debetów na kontach, ale też, co może najważniejsze, wzrosną koszty obsługi kredytów inwestycyjnych, a to zwyczajnie oznacza, że nasi pracodawcy mogą znaleźć się w kłopotach.

Raczej nie liczmy na wysokie podwyżki, zwłaszcza że za moment zmieni się rynek pracy. Uchodźcy, wcześniej czy później będą musieli zacząć z czegoś żyć, a więc wkroczą z zapałem, a to sprawi, że nas szefowie będą mniej skłonni do negocjacji płacy. A że nasz rząd nie zna innego sposobu na gaszenie niepokojów społecznych, jak pomoc socjalna, liczmy się, że spirala inflacji ponownie się nakręci i stopy nadal będą rosły.